Dni kilka temu w me ręce wpadła książka Anny Dziewit-Meller i Marcina Mellera. Tak, tego od Playboya 🙂

Książka nosi tytuł „Gaumardżos. Opowieści z Gruzji” i jest o… Gruzji, rzecz jasna 🙂

Owszem, książkę chciałem przeczytać, choć niewątpliwie początkowo nie czułem ciarek na plecach na samą myśl o wertowaniu jej stron. Jak się później okazało – błędnie. Ciężko jest dokładnie określić typ tej książki, bowiem nie jest ona jedynie i do końca pozycją podróżniczą. Nie jest ona również li tylko zbiorem opowiadań. Nie jest to także zwyczajny reportaż. Dla mnie – osoby totalnie nieobeznanej z tym krajem – wydaje się czymś w rodzaju kompedium wiedzy o…

Owe kompendium zawiera nie tylko obszerne fakty historyczne dotyczące Gruzji, lecz także mnóstwo pięknych zdjęć i informacji o kulturze zamieszkująch Gruzję i przylegające kraje osób. To także po części książka kulinarna, przedstawiająca w pyszny sposób to, co się tam jada. A wierzcie mi – jada się tam wiele. I pije nie mniej. Oczywiście głównie wina, w dodatku własnej produkcji. Mniam.

Na każdej stronie, w każdym akapicie, widać miłość autorów do Gruzji. Koniec końców, ich wesele odbyło się właśnie tam. W każdym opowiadaniu widać też zaproszenie w tamtejsze strony, co mnie niezwykle poruszyło. Aż chce się zakładać trampki i wsiadać w samolot, gdy czyta się o tym, jak Gruzini nas postrzegają i jak gościnni w ogóle są.

Jednocześnie, z całej książki kapie miłością do Gruzji i tęsknotą za nią. Łatwo zauważyć, że nie są to zapiski z podróży Last-minute w tę i z powrotem, lecz masa doświadczeń skompresowana do czterystu stron.

Mnie urzekła.